Uff jak gorąco czyli zwiedzania Budapesztu dzień pierwszy

Obudziliśmy się nawet bez budzika, wyspani, aczkolwiek nie można powiedzieć żeby w nocy było cicho. Mimo, że hotel znajduje się w małej ulic...

Obudziliśmy się nawet bez budzika, wyspani, aczkolwiek nie można powiedzieć żeby w nocy było cicho. Mimo, że hotel znajduje się w małej uliczce, jest to uliczka studnia. Wszystko co się dzieje na dole dociera na nasze piąte piętro z odpowiednim echem. A że był to piątek.. A że w pobliżu były knajpki.. Ale od czego są zatyczki do uszu :-)


Umyliśmy się i zeszliśmy na śniadanie. Ten punkt w opiniach hotelu  nie był najmocniejszy więc się bardzo miło rozczarowaliśmy. Śniadanie - wypas. Dla każdego coś dobrego. Kilka rodzajów pieczywa, serów żółtych i białych, wędlin. Trzy potrawy na ciepło: warzywka, kiełbaski i moja ulubiona jajecznica. Trzy rodzaje kawy. Kilka rodzajów płatków śniadaniowych. Warzywa. A na deser kakaowa chałka albo arbuz :-) Taki zestaw z niewielkimi zmianami mieliśmy codziennie.




Po śniadaniu ustaliliśmy telefonicznie z Mamą godzinę wstępnego kontaktu. Mama nocowała u znajomej w centrum Budapesztu a po południu miała się z nami zabrać do hotelu.

Uzbrojeni w mapy i przewodniki zjechaliśmy do recepcji. Wcześniej się dowiedziałam, że mogę tu kupić Budapest Card. Pan co prawda usiłował namówić nas na autobus turystyczny, ale grzecznie mu wytłumaczyłam, że mamy swoje plany i dziękujemy za tę atrakcję. Widocznie miał większą prowizję niż za karty.
Budapest Card to karta uprawniająca do bezpłatnych przejazdów wszelkimi środkami komunikacji po Budapeszcie a więc metrem, tramwajami, autobusami, trolejbusami, tramwajami wodnymi. Ponadto posiadając tę kartę można skorzystać z wielu zniżek na atrakcje turystyczne. Karty można kupić na 24, 48 lub 72 godziny. Tu możecie dowiedzieć się szczegółów na temat  Budapest Card

Do poruszania się po Budapeszcie niezbędna jest mapa, która oprócz ulic posiada również siatkę komunikacyjną. Bardzo często linie metra są rozrysowane osobno, co ułatwia orientację. Większość stacji metra jest połączonych tzn jest jedna stacja i dwa kierunki. Mapa metra pomaga szybko się zorientować który kierunek jest nasz.

Stacja metra, podobnie jak przystanki tramwajowe, była bardzo blisko naszego hotelu. Nie minęło 10 minut a już wsiadaliśmy do linii nr 3 aby podjechać cały jeden przystanek:-) Na upartego oczywiście można było go przejść ale upał już się dawał we znaki i mieliśmy sporo do przejścia, więc stwierdziłam, że tam gdzie możemy sobie podjechać to tak będziemy robić. W końcu mieliśmy Budapest Card.

Wysiedliśmy na nowiutkiej stacji nowiutkiego metra. Mieliśmy szczęście bo nową linię uruchomiono pod koniec marca. Zaznaczę, że czwartą linię ... O budapeszteńskim metrze napiszę więcej w następnym wpisie.


Jeszcze jeden przystanek nowym metrem i jesteśmy przy Moście Wolności. Dla mnie to najładniejszy most w Budapeszcie, chociaż Most Łańcuchowy na pewno z nim konkuruje. Zbudowany został w latach 1894-99 i pierwotnie nosił imię cesarza Franciszka Józefa, który osobiście dokonał jego otwarcia. Most ten wyróżnia się piękną, ażurową konstrukcją, herbem Węgier oraz figurami mitycznych ptaków turuli (pół orły pół sepy). Nie mogłam się oprzeć jego urokowi i zrobiłam mu całą sesję zdjęciową z każdego miejsca gdzie go tylko widziałam.






Przeszliśmy nim na drugą stronę Dunaju i skierowaliśmy się do słynnego Hotelu Gellerta a właściwie do miejsca gdzie udają się wszyscy turyści czyli do hotelowych term. Zespół hotelowo kąpieliskowy został zbudowany w 1918 roku a już w 1927 roku dodano basen ze sztuczną falą (!!!) Eleganckie termy z marmurowymi kolumnami, mozaikami i lwimi paszczami plującymi wodą Polakom kojarzą się z filmu CK Dezerterzy. Mieliśmy w swoim czasie skorzystać z term, ale są one najdroższe w Budapeszcie, a w samym mieście miejsc do kąpieli do wyboru do koloru. Na szczęście z zewnątrz mogliśmy zobaczyć ten konkretny basen z filmu i po zaspokojeniu ciekawości kontynuowaliśmy zwiedzanie. A temperatura rosła....








Tuż obok Hotelu Gellerta wznosi się Góra Gellerta. Kto to właściwie był ten Gellert? Legendy głoszą, że na górze zwanej wówczas Starą Górą odbywały się pogańskie obrzędy, a nawet sabaty czarownic. Gellert (Gerard) był biskupem, który został zamknięty przez pogan w beczce nabitej gwoździami i zepchnięty do Dunaju. Dla uczczenia  męczeńskiej śmierci nadano górze jego imię.

Zanim rozpoczęliśmy morderczą wspinaczkę odwiedziliśmy kaplicę skalną u podnóża góry. Kaplica ta została utworzona w naturalnej grocie i faktycznie w środku czuliśmy się jak w jaskini z wieloma komnatami. W czasach komunizmu kościółek został zamurowany i otworzony ponownie w 1989 roku. Świątynią opiekują się Paulini. Jedna z kaplic jest poświęcona Polsce, znajduje się tam kopia Matki Boskiej Częstochowskiej oraz tablice upamiętniające Polaków z czasów II wojny światowej i kilka innych pamiątek związanych z Polską. Mimo, że jest to czynny kościół w tak niesamowitym miejscu, średnio nam się podobał. Głównie dlatego, że poszczególne kaplice i miejsca w grocie są ponumerowane, żeby można było odsłuchać przy nich informacji z audioprzewodników.Za dużo nowoczesności. Brakowało tam mistycznego klimatu. Ale oczywiście jak najbardziej zachęcam do odwiedzenia kaplicy w skale jako ciekawostki. Audioprzewodniki dostępne po polsku :-)







Po zwiedzeniu Kaplicy ruszyliśmy zdobywać Górę Gellerta. W sumie zajmuje to jakieś 20 minut i podejścia nie są trudne ale dodając blisko 40 stopniowy upał staje się to nie lada wyczynem. Na szczęście mieliśmy świeżo kupioną wodę dzięki czemu jakoś dotarliśmy ale łatwo nie było. Widok, który rozpościera się na Budapeszt jest warty każdego wysiłku.








Po odpoczynku i zrobieniu mnóstwa fotek skierowaliśmy się w stronę starego miasta. Zeszliśmy z góry i szliśmy powoli wzdłuż Dunaju łapczywie wyszukując zacienione miejsca. Dotarliśmy do stacji kolejki zębatej Siklo, po drodze robiąc jeszcze zdjęcia przy drugim (dla mnie) co do atrakcyjności moście - Moście Łańcuchowym strzeżonym przez lwy.



Kolejką wjechaliśmy na Wzgórze Zamkowe. Po wyjściu ze górnej stacji byliśmy już tak umęczeni upałem, że przyznam szczerze ostatnie na co mieliśmy ochotę to zwiedzanie pałacu królewskiego ze studnią króla Macieja. To zostawiliśmy na następną wizytę. Spacerem przeszliśmy w stronę pięknej starówki po drodze mijając między innymi siedzibę prezydenta Węgier - pałac rodu Sandor.





Dotarliśmy do Kościoła Macieja. Niestety spóźniliśmy się - świątynia była już zamknięta. Ten punkt zwiedzania również dodany do listy na następny wyjazd. Obok Kościoła znajdują się białe wieżyczki Baszty Rybackiej z 1902 roku, z których rozciąga się wspaniały widok na Dunaj i Parlament. Przed największą wieżą stoi konny pomnik króla Stefana Świętego, patrona Węgier. Po kolejnej serii fotek totalnie wykończeni zaczęliśmy szukać restauracji, w której można było w miarę tanio i dobrze zjeść.  Z tym "tanio" to w Budapeszcie łatwo nie jest, zwłaszcza w miejscach turystycznych, ale udało nam się znaleźć restaurację serwującą jedzenie w formie szwedzkiego stołu. Zimne piwko pomogło nam się totalnie zrelaksować :-)










Wypoczęci i najedzeni zaczęliśmy schodzić schodami pod jedną z wieżyczek w stronę placu Batthyany do mieszkania znajomej, u której spała Mama.





Zabraliśmy Mamę i ruszyliśmy metrem do hotelu. Było wczesne popołudnie i nie miałam ochoty jeszcze kończyć dnia, więc po krótkim odpoczynku i prysznicu, już w trójkę kontynuowaliśmy zwiedzanie Budapesztu.

Zaczęliśmy dość rozrywkowo bo od "Budapest Eye" a właściwie Sziget Eye znajdującym się przy placu Elżbiety. Cóż, jeśli nie jesteście pasjonatami "młyńskich kół" to śmiem twierdzić, że jest dużo lepszych miejsc w Budapeszcie z których można zobaczyć wspaniałe widoki. Oczywiście było fajnie, ja przypomniałam sobie że mam lęk wysokości, przejażdżka trwa około 10 minut- trzy pełne koła. Niestety jak w większości zamkniętych miejsc w Budapeszcie ( o czym się przekonaliśmy w ciągu następnych dni) wagoniki nie były klimatyzowane co odejmowało część przyjemności z jazdy.




Po szczęśliwym opuszczeniu koła, w ramach odstresowania kupiliśmy sobie piwo i mojito i usiedliśmy przy placu Elżbiety. Tego brakuje w Warszawie, tego brakuje w Polsce. Wielki plac częściowo zajęty przez "ogródki piwne", częściowo przez fontannę, gdzie można moczyć nogi, a częściowo przez wielki trawnik. Wszystkie te miejsca są zajęte przez mnóstwo ludzi, przeważnie młodzieży, ale nie tylko, siedzących i pijących przeróżne alkohole. Rozmawiających, przytulających się, czytających książki. Co jakiś czas widać przechodzące patrole policji ale nic się nie dzieje, można swobodnie pić, nikt nie leży pijany w sztok, nie ma awantur czy burd. Super miejsce z super klimatem do odpoczynku.



Mamę wzięło na wspominki. Zaczęła przypominać sobie miejsca z czasów gdy bywała z Tatą w Budapeszcie. Mieszkanie gdzie mieszkaliśmy jak byłam mała. Sklepy, w których robiła zakupy. I mimo naszego ogromnego zmęczenia namówiła nas na spacer najpierw jedną stację potem jeszcze jedną.. Aleją Andrassyego. To jedna z reprezentacyjnych ulic Budapesztu. Pod nią biegnie najstarsza linia metra. Wzdłuż niej możemy zobaczyć przepiękne secesyjne kamienice, pałacyki, pomniki. I tak od placu Deak do placu Bohaterów - 7 przystanków metra. My doszliśmy do placu Oktogon, wsiedliśmy do starej kolejki i podjechaliśmy do placu Bohaterów. Spojrzeliśmy na rozświetlające się okolice i już ledwo żywi wsiedliśmy w metro. Jeszcze jedna przesiadka i hotel. Ostatkiem sił zrobiliśmy drobne zakupy w Aldim. I znowu pad na łóżko :-)








Informacje praktyczne:

Budapest Card 48 h - 7.500 Ft -  ok.109 zł
kaplica w skale - 500 Ft - ok 8 zł
kolejka Siklo - 1100 Ft - ok 15,95 zł
mała woda - 500 Ft - ok 8 zł
piwo -  430 Ft - ok 6,24 zł
obiad dla dwóch osób - 3.990 Ft - ok 57,86 zł
sziget eye - 2.400 Ft  - 33 zł
drobne zakupy - 1.910 Ft - ok 26,41 zł

Przy dzisiejszym wpisie korzystałam z przewodnika Pascala "Węgry" i przewodnika Bezdroża "Budapeszt" i te dwie książki bardzo polecam

Podobne posty

1 komentarze