O tym jak mały wiatr popsuł nam plany i co ma wspólnego sowa z biustem

Podczas naszego pobytu w Budapeszcie ważną rolę odgrywała prognoza pogody. Nie był to głównie odpoczynek a raczej zwiedzanie, więc nie b...


Podczas naszego pobytu w Budapeszcie ważną rolę odgrywała prognoza pogody. Nie był to głównie odpoczynek a raczej zwiedzanie, więc nie bardzo chciałam, żeby deszcz zepsuł nam jakiś dzień. Co będziemy robić planowaliśmy na bieżąco - z dnia na dzień. Deszcz cały czas się pokazywał w przyszłych prognozach, więc ten dzień również spędziliśmy nad wodą. Hm.. a dokładniej przy wodzie i ani metra dalej .....


Zebraliśmy się dość wcześnie rano i pojechaliśmy przez lekko korkujący się Budapeszt po naszą węgierską znajomą. Chciała z nami pojechać bo bardzo lubi to miejsce, a my liczyliśmy, że pokaże nam jakąś fajną mało obleganą plażę. A no właśnie, jeszcze nie napisałam jaki jest cel dzisiejszej wycieczki. Drodzy czytelnicy dzisiaj, korzystając ze słońca, jedziemy nad Balaton :-)

W przewodniku "Węgry" Pascala czytamy, ze Balaton to największe jezioro błotne Europy i jeden z największych akwenów słodkowodnych. Jest nazywany węgierskim morzem, gdyż oprócz plaż i kurortów ma swoją flotę i porty, a północno-zachodnie wiatry tworzą dwumetrowe fale.

Objechaliśmy dość sporą część jeziora, cały czas szukając plaży. Nie, żeby jej nie było, było dużo plaż, ale wszystkie płatne. Znajoma twierdziła, że spokojnie można znaleźć bezpłatną. W końcu już lekko poirytowani zatrzymaliśmy się przy małej, bardzo sympatycznej plaży.


Co prawda słońce zaszło i zerwał się mały wiatr, ale nadal było ciepło i przyjemnie. Rozłożyliśmy ręczniki i popędziliśmy do wody. Ach.. jaka była przyjemna.... czysta.....cieplutka.....
Proszę o wyjście z wody!!
Że co?? Dobrze słyszeliśmy??
Proszę o wyjście z wody!!!!!
Noż kurna. Nie przesłyszeliśmy się. Okazało się, że wiatr zrobił się na tyle silny, że kąpiel jest niebezpieczna. Zdaniem ratowników. Naszym oczywiście nie. W morzu w Egipcie są większe fale. No ale widocznie takie mają przepisy. Resztę czasu spędziliśmy leżąc na trawie i spacerując, wypatrując czy przypadkiem warunki pogodowe się nie zmieniają. Niestety nie zmieniły się i po jakimś czasie już lekko głodni i mocno zawiedzeni spakowaliśmy się.

Morał z tej bajki jest taki: jeśli jedziecie nad Balaton i nie macie konkretnej miejscówki, zatrzymujcie się na pierwszej plaży, która Wam się spodoba. Większość jest płatna ale nie są to jakieś duże kwoty.


Obiad w przydrożnej czardzie poprawił nam humory i wróciliśmy do miasta.

Tego dnia Daniel miał imieniny. Mama chciała odpocząć w hotelu, a ja miałam niespodziankę dla mojego mężczyzny ;-)
Powiedziałam mu, że idziemy na drinka do fajnego miejsca. Daniel widział, że miałam ulotkę kociej kawiarni, więc myślał, że tam właśnie idziemy.
No tak... kociaki były, ale trochę inne :-)

Hooters to sieć amerykańskich restauracji. Nazwa ma podwójne znaczenie. Jedno od dźwięków wydawanych przez sowy (no wiecie, huu huu;-)) i sowa jest właśnie w logo knajpy. Drugie od slangowego określenia biustu ;-) I to znaczenie pewnie bardziej panom odpowiada, gdyż ma swoje odzwierciedlenie w wyglądzie kelnerek. Swoją drogą ciekawe czy przy rekrutacji odbywa się pomiar :-)

Przy drinkach i piwie oboje spędziliśmy miło czas, chociaż pewnie na co innego zwracaliśmy uwagę:-) W każdym razie Daniel był zadowolony z niespodzianki.

Tego wieczora odwiedziliśmy jeszcze prawdziwą kocią kawiarnię, więc każdy miał swoje kociaki. Więcej o wizycie w kociej kawiarni możecie przeczytać  O TUTAJ

Wracając do hotelu poszliśmy jeszcze na spacer na most Petofiego






Informacje praktyczne:

benzyna Agip, 46,80lx454,9 Ft - 21.289 Ft - ok. 304 zł (lipiec 2014r.)
wejście na plażę Balaton dla 4 os - 1.200 Ft - ok. 18 zł (widzicie, że cena żadna)
restauracja nad Balatonem, obiad dla 4 os. - 8.860 Ft - ok. 127 zł
Hooters, piwo i mojito - 2.150 zł - ok. 32 zł
Hooters adres - Liszt Ferenc tér 5
kocia kawiarnia, 2 lemoniady - 1.380 Ft - ok.20 zł



Jeśli podoba Ci się wpis będzie mi miło jak polubisz   Trzydziestkę z Vatem na facebooku, możesz mnie również znaleźć na Bloglovin

Podobne posty

6 komentarze

  1. Świetna opowieść :) Poczułam, że znowu minęłam Szekesswekerwar (o, matko, ten Szekeswecherwar bywał jeszcze z jakimś dodatkowym słowem jak patrzyłam na drogowskazy:)
    Poczytam bloga więcej, fajnie mi tu :)

    Byłam nad Balatonem parę lat temu, we wrześniu. Tak! To ten kolor wody: zielonkawo-błękitny!
    I też, o dziwo, wiało i było zimnawo. To pojechaliśmy do Heviz https://www.google.pl/search?q=Heviz&ie=utf-8&oe=utf-8&gws_rd=cr&ei=5kt3VYzvKsKvsQHu2IOoBA
    Tam to dopiero było gorąco! Termy, o których ktoś mówił, że leciutko są radioaktywne(!?)
    Pięknej podróży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do innych wpisów, rozgość się :-)

      Usuń
  2. Ach, jak pięknie :). Zamarzyły mi się wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia nocą śliczne. Mam pytanie czy Balaton naprawdę równa się czysta woda? Słyszałam, że strasznie tam brudno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co.. trudno powiedzieć. Woda jest mętna ale nie brudna. Do brudnej bym nie weszła :-)

      Usuń