Wakacyjny wpis gościnny #4

  Poznajcie Anię. Ania prowadzi bloga Domologia Stosowana . Pisze o nim tak:   " To blog życiowo-domowy, dla tych, któ...



 

Poznajcie Anię. Ania prowadzi bloga Domologia Stosowana. Pisze o nim tak:

 

"To blog życiowo-domowy, dla tych, którzy kochają swój dom i chcą, by był wypełniony ciepłem i spokojem, by pachniał chlebem, świeżo zaparzoną kawą i rozmarynem, by był przyjazny i komfortowy, piękny i inspirujący i przede wszystkim, by domownicy czuli się w nim szczęśliwi i chcieli do niego wracać."
 
Jest mamą dwóch chłopaków i pokaże nam dzisiaj gdzie można się wybrać podczas wakacji z dziećmi. A można aż na Dziki Zachód!

 

Z dzieckiem w Polskę – Kraina Westernu

 
Kraina Westernu to urocze miasteczko rodem z Dzikiego Zachodu znajdujące się w sercu Polski. Ośrodek jest agroturystyką, hotelem dla koni, celem szkolnym wycieczek i miejscem firmowych spotkań integracyjnych. W wybrane weekendy otwiera się dla gości indywidualnych. Po przyjeździe czeka na Was spory parking, z którego w stronę Rodeo Drive prowadzi zadrzewiona aleja. Jeśli sama nazwa Kraina Westernu kojarzy Wam się z Clintem Eastwoodem stającym w samo południe do pojedynku rewolwerowców to niewiele ta wizja odbiega od rzeczywistości.
 
Główna ulica  miasteczka jest niesamowita i nie przeszkadza nawet to, że w większości to jedynie fasady budynków. Zadbano o różnorodność i detale, a to zawsze doceniam. Na samym początku znajduje się padok dla koni, gdzie nowicjusze mogą pierwszy raz wsiąść na konia, oczywiście za dodatkową opłatą.  Na rozległej łące z tyłu głównego kompleksu budynków znajduje się kaplica w stylu Dzikiego Zachodu, zadaszone stoły z ławami oraz cała masa atrakcji dla dzieci, o czym za chwilę. W tej części jest też boisko do gry w żywe piłkarzyki i scena, która zapewne używana jest przy grupach zorganizowanych.
 
 
Z kolei idąc w dół główną ulicą dochodzimy do jednego z moich ulubionych miejsc Krainy Westernu, czyli terytorium Indian, gdzie można spróbować swoich sił na indiańskiej ścieżce zdrowia, obejrzeć pięknie wykonane i ozdobione namioty tipi, a także spotkać Czerwonoskórego. Właśnie, można spotkać. Na ile wartościowe będzie to spotkanie zależy chyba od przypadku. Kiedy byliśmy za pierwszym razem w zeszłym roku spotkaliśmy wyjątkowo zafascynowanego kulturą Indian człowieka. Dzięki niemu pobyt tam stał się dla nas przepełniony niesamowitym klimatem i prawdziwością. Opowiadał nam o indiańskich zwyczajach, o ich wędrówkach, jedności z przyrodą, technikach budowania namiotów, znaczeniu niektórych symboli, uczył też rzucania do tarczy ostrymi jak brzytwa nożami i tłumaczył jak własnoręcznie przygotować je z płaskowników. Sam, pomimo dosyć niskim temperatur, przesypiał noc nie w pokoju, a w tipi. Niestety za drugim razem nie zastaliśmy go, a w wiosce oczekiwał ładnie przebrany statysta, z którym można było po prostu zrobić sobie zdjęcie. Życzę Wam, żebyście trafili na prawdziwego fascynata, wtedy ta wycieczka nabiera dodatkowych barw!
 

Jak dojechać

 
Kraina Westernu znajduje się tylko 100 km od Warszawy w kierunku pólnocno-zachodnim. Na wysokości Płońska zjeżdża się z trasy E77 na Ciechanów. Nie zawierzajcie nawigacji, która nagminnie próbuje prowadzić trasą przez Legionowo, Nasielsk i Gąsocin. Kiedy pojechaliśmy tak za pierwszym razem wylądowaliśmy w szczerym polu. Dosłownie. Za drugim razem, mądrzejsi o rady właściciela obiektu wybraliśmy właściwą trasę. Ale z podpowiedzi samej nawigacji nie rezygnujcie, ponieważ inaczej trudno będzie Wam znaleźć zjazd z drogi na Ciechanów.
 
 
 

Dla starszaków

 
Dla małych kowbojów atrakcją samą w sobie jest możliwość przespacerowania się po miejscu, które wygląda jak żywcem wyjęte z bajki Lucky Luke, niektóre dzieciaki przyjeżdżają w kowbojskich kapeluszach, inne nabywają odpowiedni ekwipunek na miejscu. Dzieci dodatkowo mogą skorzystać z karuzeli, dmuchanej zjeżdżalni, trampoliny, karuzeli, eurobungee i placu zabaw oraz przejażdżki na torze samochodowym, byku rodeo, ciuchcią i kucyku – to atrakcje dodatkowo płatne (kosztują 4 – 7 zł). W ramach biletu wstępu bez limitu można korzystać z indiańskiego toru przeszkód, zjeżdżalni linowej i kopalni złota. W weekendy odbywają się także inscenizacje kowbojskie, ale nam nie udało się na taką trafić.
 
 

Dla maluchów

 
Ośrodek jest dobrze przystosowany dla rodzin z małymi dziećmi. Jeśli macie wybór to lepiej weźcie wózek z dużymi kołami lub dodatkowo chustę, są miejsca, gdzie trudniej się jeździ, w końcu to Dziki Zachód i wybrukowanych ulic nie można się spodziewać. Do dyspozycji gości jest kącik dla dzieci umieszczony w barze, krzesełka do karmienia maluchów, przewijak w toalecie, a także możliwość podgrzania słoika lub butelki. Dla mnie super!

 

Jedzenie

 
Niestety, gastronomia to najsłabszy punkt Krainy Westernu. Znając nasze ograniczenia kulinarne wiemy, że w niewielu komercyjnych miejscach jesteśmy w stanie znaleźć coś dla siebie, dlatego jesteśmy przyzwyczajeni do wożenia własnej wałówki. A tu przy samym wejściu czerwonym kolorem i wielkimi literami krzyczy do nas informacja o zakazie spożywania na terenie kompleksu produktów spożywczych i napojów niezakupionych na terenie ośrodka. Ze smutkiem pomyśleliśmy o wszystkich kanapkach, owocach i sezamkach, które siedziały w naszym plecaku i najzwyczajniej w świecie przeszmuglowaliśmy je przez granicę. Okazało się, że  słusznie, ponieważ oferta baru nie zachwycała, a z wegetariańskiego punktu widzenia na upartego w grę wchodziły jedynie frytki. Oprócz nich w menu dostępny był zestaw obiadowy z filetem drobiowym i zupą pomidorową i hamburger. Z relacji innych gości usłyszeliśmy, że dania obiadowe nie zachwycały, choć sami ich nie próbowaliśmy.
 
Większym problemem, niż menu, była organizacja pracy. W pewnym momencie ilość zamówień całkowicie przytłoczyła możliwości kuchni, panie obsługujące biegały w popłochu, co chwilę któryś z gości przychodził upomnieć się o jakąś część swojego zamówienia, a dania docierały na stoliki po nawet 50 minutach. My na frytki czekaliśmy 30. Jednym słowem chaos i anarchia. Obsługa robiła co mogła, kelnerce nie znikał uśmiech z twarzy, ale kilka osób na taki ośrodek to po prostu za mało.
 
Podsumowując – nie oczekujemy, że wbrew rachunkowi ekonomicznemu właściciele takich ośrodków będą specjalnie dla nas serwowali dania wegetariańskie (o wegańskich już nie wspominam), dlatego zawsze jesteśmy przygotowani. Ostatecznie po trzech godzinach chodzenia zjedliśmy nasze przeszmuglowane kanapki i owoce, szkoda, że trzeba to było robić na szybko i gdzieś po kryjomu. Rozumiem, że punkt gastronomiczny to jeden ze sposobów zarabiania, ale myślę sobie, że można byłoby to zorganizować w inny sposób. Na przykład stworzyć „polanę piknikową”, za wstęp na którą płaciłoby się jak za inne atrakcje, ale normalnie można byłoby zjeść tam własny posiłek. Lub po prostu serwowanie dań z wielkiego grilla – wystarczy jedna osoba do obsługi, myślę, że mogłoby być łatwiej logistycznie i smaczniej, niż w obecnej formie.
 
 

Ceny

 
Dorośli – 16 zł, dzieci – 12 zł, dzieci do 3 lat – wstęp bezpłatny. Dodatkowe atrakcje płatne 4-7 zł. Dostępny jest też bilet weekendowy, w ramach którego dziecko bez ograniczeń może korzystać z placu zabaw, dmuchanej zjeżdżalni, trampoliny i zjeżdżalni linowej. Upoważnia on także do jednorazowego skorzystania z toru samochodowego, karuzeli, byka rodeo, przejażdżki na kucyku i eurobungee. My wypróbowaliśmy obydwa sposoby – zarówno płacenia za wstęp i osobno za poszczególne atrakcje, jak i wykupienia pakietu – i kiedy pojedziemy ponownie to wybiorę wersję pierwszą. Dziecko wybiera dokładnie to, na co ma ochotę, a w ramach pakietu z eurobungee nie skorzystaliśmy ze względu na długą kolejkę.
 
 

Warto wiedzieć, że...

 
1. Na terenie ośrodka obowiązuje lokalna waluta SARNA, którą nabywa się w miejscowym banku. Sarnami płaci się za wszystkie atrakcje, w barze na szczęście wystarczą nasze rodzime złotówki. UWAGA! Wymiana waluty następuje tylko w jedną stronę, dlatego lepiej nie nabywać Saren na zapas. Można też płacić jedynie gotówką.

2. Ten ośrodek nastawiony jest przede wszystkim na przyjmowanie grup zorganizowanych. Na przyjęcie gości indywidualnych otwiera się w wybrane weekendy wiosenno-letnie, dlatego zanim zapakujecie się do samochodu, najpierw sprawdźcie w jakie dni uda Wam się wejść.
 

Czy warto wybrać się do Krainy Westernu? Zdecydowanie tak. My spędzamy na miejscu około 4 - 5 godzin, a biorąc pod uwagę 1,5 godziny drogi w jedną stronę to wychodzi pełnowartościowa całodniowa wycieczka. Pomimo pewnych niedociągnięć to naprawdę klimatyczne miejsce, które pewnie jeszcze nie raz odwiedzimy.
 
 
Cudowna i praktyczna relacja. Gdyby tylko mieć znów kilka lat.. :-) Dziękuję Aniu.
Jeśli spodobała Wam się relacja i chcecie wiedzieć o czym na co dzień pisze Ania na swoim blogu koniecznie zajrzyjcie na BLOGA i polubcie fanpejdża a odkryjecie czym jest domologia stosowana :-)
 
 
Jeśli chcecie wziąć udział w blogowych wpisach gościnnych na temat podróżowania zapraszam do KONTAKTU

Podobne posty

11 komentarze

  1. Hej, Ania prowadzi świetny blog, pokochałam od pierwszego kliknięcia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaglądam do Oli, a tu takie miłe słowa! Dziękuję <3

      Usuń
  2. Mam trójkę dzieci w wieku 4,5l, 2,5l i pół roczku. Moje wymarzone wakacje w tym momencie to wolna chata:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka szkoda, ze moi synowie sa juz za duzi na takie wakacji, No i ze mieszkamy tak daleko.
    A wiecie, ze na północ od Paryza jest tez park atrakcji tego typu? Nawet urządzają tam walki Indian z kowbojami :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam skanseny, wolę co prawda słowiańskie i średniowieczne grody, ale jako dziecko oglądałam westerny i chętnie chętnie odwiedziłabym miasteczko w stylu country.
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
  5. Mega miejsce. Szkoda, że tylko dla dzieci:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam pojęcia, że w Polsce są takie miejsca, super :) Niedawno wróciłam ze Stanów gdzie widziałam takie miasteczka w Arizonie i Utah.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj to chyba cos w sam raz dla moich domowych kowboi i kowbojki. Juz szykujemy kowbojskie kapelusze i w droge. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
  8. ostatnio mój kuzyn opowiadał mi właśnie o tym miejscu, gdzie zabrał swoją 3-letnią córkę - była zachwycona! fajnie, że powstają takie alternatywy dla cyrków czy wesołych miasteczek...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja kiedyś trafiłam do podobnego miejsca w Stanach, bynajmniej nie w dzieciństwie (no prawie;) - fajna zabawa była bardzo. Trochę słabość, że nie można wymieniać sarny z powrotem na złotówki. To nie są żetony na piwo na festiwalach.

    OdpowiedzUsuń
  10. Sama fanką skansenów nie jestem, ale dla dziecka to zapewnie raj :)

    OdpowiedzUsuń