Adrenalina to jest to!

Dzisiaj są moje urodziny. Z tej okazji pokażę Wam jakie mniej lub bardziej szalone rzeczy robiłam podczas podróży.


Dzisiaj są moje urodziny. Z tej okazji pokażę Wam jakie mniej lub bardziej szalone rzeczy robiłam podczas podróży.

Zawsze na wyjazdach łapie mnie taki totalny luz. Chce mi się żyć, zwiedzać, skakać, szaleć. Czasem robię coś na co nie zdecydowałabym się w codziennym życiu. Nie ma czasu na myślenie, nie ma czasu na strach. Trochę adrenaliny, ogromna radość i wspomnienie do końca życia.

Zacznę od czegoś bardzo przyjemnego. Uwielbiam parki rozrywki. Mogę w nich spędzać cały cały dzień a nawet, jak w przypadku Orlando, kilka dni :-)

Lubię rollercoastery ale nie takie co się obracają do góry nogami bo robi mi się niedobrze. Ale najbardziej lubię "bać się" atrakcji związanych z wysokością, np takich:


No dobra, ten to bardziej atrakcja wodna ;-)

No ale mówiłam o wysokości. Ta wieża poniżej ma w środku windę. Winda wjeżdża na różne piętra a potem się "urywa" pędząc na dół z zawrotną prędkością, żeby gwałtownie się zatrzymać przed samą ziemią. I tak parę razy. Na najwyższym piętrze otwierają się drzwi windy i widzimy dużą część Disney's Hollywood Studios  w Orlando i przede wszystkim uświadamiamy sobie wysokość... Drzwi się zamykają i spadamy.

To nie był najlepszy pomysł, żeby przed windą zjeść brzoskwinię ;-)

Expedition Everest to kolejka w Animal Kingdom w Orlando,w której straszy nas Wielka Stopa a na koniec zjeżdżamy z wysokości oczywiście w zawrotnym tempie.



Uwielbiam również coastery wodne, gdzie nie dość że zjeżdża się z wysokości z dużą prędkością to koniec jest bardzo mokry. Np taki w Sea World w Orlando

Tu jeszcze nie wiem co mnie czeka.

A tu zaczyna się jazda



I kończy na mokro :-)


Skoro jesteśmy w USA to teraz rozrywka, którą zapewnił nam kolega, który jest szeryfem i w ogóle ma bardzo dużo różnych zainteresowań. Między innymi jazda po dziwnych terenach takim samochodem:


Zaznaczam, że ja siedzę za kierownicą ;-)

 Zdjęcia robione przez znajomych: Marysię i Łukasza

A potem było strzelanie, ale to zdecydowanie nie moja bajka.


Pozostańmy jeszcze w USA. Lot helikopterem nad Wielkim Kanionem polecam każdemu. Ja nie przepadam za lataniem ani ciasnymi pomieszczeniami..


 ...ale dla takich widoków warto pokonać swoje lęki



Jak jesteśmy przy małych, ciasnych latających urządzeniach, to lot nad Warszawą w takim małym samolociku kupiłam kiedyś mojemu Danielowi w prezencie.

I w tym przypadku pokonanie swojego lęku zostało wynagrodzone.





Przenieśmy się teraz daleko na wschód. W Kambodży podziwiałam, również z góry, świątynię Angkor Wat. 


Po mojej minie widać, że nie czułam się zbyt komfortowo.


No ale te widoki...


Kolejny punkt dla osób nie bojących się wysokości to spacer po wiszących mostach linowych w parku Kota Kinabalu w Malezji. 


A na deser dwie atrakcje, które skutecznie zastąpiły poranną kawę. Adrenalina trzymała mnie jeszcze wiele godzin później. I to wypełniające uczucie szczęścia, że dałam radę.

Niedaleko miejscowości Rotorua w Nowej Zelandii organizowane są raftingi  po wodospadach. W tym najdłuższy na świecie spływ  komercyjny z 7 metrowego wodospadu!

O tak to wygląda. Ja jestem w żółtym kasku :-)






No i mój numer jeden. Skok na bungy z mostu Kawarau w Nowej Zelandii. Strach niesamowity. Prawie się popłakałam. Instruktor odliczył: one, two, jump!!!! No to skoczyłam :-) 




I to tyle. Można składać życzenia :-)))








Jeśli nie chcesz  przegapić nowych wpisów  koniecznie polub i obserwuj  Trzydziestkę z Vatem na facebooku, możesz mnie również znaleźć na Bloglovin 

Podobne posty

1 komentarze

  1. No ładnie się bawisz, ładnie. Aż zaczynam Ci zazdrościć takich przygód, bo sam nie wiem, czy miałbym w sobie tyle odwagi :)

    OdpowiedzUsuń